środa, 20 września 2017

Bell HYPOallergenic#2

Hej! Dzisiaj przyszłam do Was z kolejną recenzją jednej z moich ulubionych makijażowych marek kosmetycznych, czyli Bell HYPOallergenic.

Od ponad 2 lat kupuję kosmetyki właśnie z tej firmy i mam wśród nich niezawodnych ulubieńców. Główne zalety Bell to niska cena, świetna jakość i ogromny wybór. Oprócz podstawowych produktów do makijażu mamy też np. lakiery do paznokci.


Od lewej strony - płynny korektor, rozświetlacz, puder, fluid, zestaw korektorów, tusz do rzęs, pomadka w płynie, eyeliner oraz krem BB.


1. Korektor w płynie

Ma bardzo fajny aplikator, który precyzyjnie rozprowadza kosmetyk na twarzy. Nadaje się pod oczy, ale też na wszelkie krostki, zaczerwienienia etc. Dobrze kryjący, wymaga niestety poprawek po kilku godzinach. Idealny do torebki.

2. Rozświetlacz

Kupiony już po raz drugi, mój ulubiony i niezawodny. Bardzo łatwo się go nakłada, daje piękny efekt rozświetlenia. Nadaje się do nakładania palcem, ale ja używam pędzla.

3. Puder

W zestawie puszek oraz lusterko. Świetnie matuje oraz utrwala makijaż. Nie pozostawia efektu maski, jest trwały. Idealny do torebki.

4. Fluid

Fluid perfekcyjnie zgrał się z odcieniem mojej skóry. Używam go właściwie już 2 lata i do tej pory nie kupowałam innego. Bardzo dobrze wtapia się w skórę, nawilża i daje efekt idealnej cery. Dobrze kryjący, ale wymaga nałożenia korektora i pudru dla perfekcyjnego efektu. Minus za za małą ilość (tubka mogłaby być większa), ale i tak jest to mój numer jeden.

5. Zestaw korektorów

W zestawie mamy 4 odcienie: różowy, zielony, jasny i ciemny beż.  Różowy nakładam pod oczy, zielony na krostki/zaczerwienia, a następnie utrwalam wszystko mixem odcieni beżu. Super się nimi pracuje, są łatwe do nałożenia i można ich używać również jako bazy. Ogromny plus za 4 kolorki, który urozmaicają makijaż.

6. Tusz do rzęs

Świetna szczoteczka, silny pigment i super jakość. Bardzo ładnie wydłuża rzęsy, nadaje im objętość i gęstość. Ogromny plus za to, że wyjątkowo wygodnie i łatwo się nim maluje. Kolor oczywiście czarny.

7. Pomadka w płynie

Jest to nowość od Marceliny Zawadzkiej, która stworzyła bodajże 6 odcieni z nazwami miast z całego świata. Mój kolorek nosi nazwę LAS VEGAS i jest to ciemna czerwień. Pomadka jest matowa, pięknie pachnie i bardzo długo się utrzymuje. Minus za słaby aplikator ( za każdym razem mam problem żeby ładnie pomalować usta, bo szczoteczka nabiera za dużo kosmetyku plus ma nieodpowiedni kształt). Mimo wszystko efekt jest piękny, kolor mocny i trwały, a zapach... czujesz się jak mieszkanka Las Vegas:)


8. Eyeliner

Jest to oczywiście eyeliner w płynie. Aplikator dobrze ścięty, ma odpowiedni kształt. Bardzo przyjemnie i łatwo robi się nim kreski, nie pozostawia smug, jest kruczoczarny. Długo się utrzymuje i łatwo zmywa. 

9. Krem BB

Kupiony po raz pierwszy multifunkcyjny krem BB wygrał z poprzednim fluidem jeśli chodzi o kolor i aplikację. Kolorek nosi nazwę VANILLA i w porównaniu z zimnym, lekko szarym odcieniem NATURAL (fluid) ten jest dosłownie waniliowy i bardziej żółty. Super się go nakłada, ponieważ tubka zakończona jest spiczastym dziubkiem dzięki czemu produkt można nałożyć bezpośrednio na twarz, nie bojąc się, że coś spłynie. Daje piękny, naturalny efekt i nadaje buzi śliczny, rozświetlony wygląd.





Mam nadzieję, że moja recenzja zachęciła Was do kupna ,szczególnie, że pracuję na tych kosmetykach już bardzo długo i ani razu mnie nie zawiodły. Oczywiście, jak wszystko,mają swoje wady, dlatego piszę o nich szczerze. 

Makijaże wykonane tymi produktami możecie zobaczyć na moim Instagramie:

patorka_

bądźcie na bieżąco i dodajcie mnie na Snapie:

xxpatoraxx


a tutaj odsyłam Was jeszcze do poprzedniego posta o serii Bell HYPOallergenic:


http://rudaoptymistka.blogspot.com/2016/11/bell-hypoallergenic-seria-kosmetykow.html



Czekam na Wasze komentarze!

RudaOptymistkaa



czwartek, 14 września 2017

LICEUM#1

Przez dwa tygodnie nic nie pisałam, ponieważ totalnie pochłonęła mnie moja nowa szkoła. Od 4 września tego roku zaczęłam chodzić do 21 Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Prusa w Łodzi. Udało mi się trafić do klasy 1A humanistycznej z rozszerzonym polskim, historią, geografią i angielskim. Moim dodatkowym językiem jest hiszpański.

Pierwszy dzień w szkole to oczywiście ogromne emocje, stres, ale też podekscytowanie wszystkim tym, co nowe. Rozpoczęcie było zorganizowane w bardzo fajny sposób - z jednej strony na luzie i oryginalnie, a z drugiej wszystkie formalne sprawy jak na wszystkich rozpoczęciach zostały przeprowadzone ( wszystko w mega miłej atmosferze). 

Moja wychowawczyni to przesympatyczna i bardzo ciepła osoba. Zrobiła na mnie miłe wrażenie i do dzisiaj się ono utrzymuje. Oprócz oczywistych godzin wychowawczych mam z nią lekcje historii. 

Jeśli chodzi o moją klasę to jest po prostu świetna! Już na pierwszym spotkaniu złapaliśmy wspólny język i bardzo się zgraliśmy. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie to, że każda osoba w naszej klasie ma jakąś ciekawą pasję, oryginalne hobby. W klasie mamy bardzo dużo osób, które śpiewają/tańczą/grają na jakimś instrumencie. Ogólnie wszyscy są bardzo utalentowani i jak słyszałam co robią w wolnym czasie i czym się interesują to było jedno wielkie WOW.
Niedługo czeka nas wycieczka integracyjna, której nie mogę się już doczekać! Oczywiście jeśli się uda, postaram się zrobić sporo zdjęć i opisać Wam jak spędziliśmy ten dzień.

Wracając do samego liceum to jest ono bardzo kolorowe, zadbane i szczerze mówiąc to pierwszy raz chodzę do szkoły, w której jest naprawdę mega czysto. Wszystko jest takie zorganizowane, ładne, z pomyślunkiem. Właściwie każda klasa jest zrobiona tematycznie co chyba podoba mi się najbardziej. W jednej znajdziemy ogromną fototapetę z widokiem na jeziorko i góry, w drugiej starą biblioteczkę, ławeczki z miejscem na kałamarz oraz lampy z abażurami, a w jeszcze innej greckie posągi, marmury i ławki, które są ułożone na poziomach ( nie wiem jak to dokładnie wytłumaczyć, ale klasa jest ustawiona jak w kinie, czyli trzeba wejść po schodkach, żeby dostać się do ławek na najwyższym stopniu). Poza tym,  mamy radiowęzeł - na każdej przerwie czas umilają świetne piosenki. 

Lekcje są prowadzone bardzo ciekawie, mamy super nauczycieli. Od początku byłam nastawiona bardzo pozytywnie do tej szkoły i ten stan wciąż się utrzymuje. 

Jeśli ktoś z Was jest z Łodzi i wybiera się do 21LO to chętnie odpowiem na wszelkie pytania!

Na dzisiaj to wszystko, łapcie jeszcze kilka fotek z szalonymi ludźmi z mojej klasy:





piątek, 1 września 2017

BACK TO SCHOOL#1

Już za 3 dni idę do nowej szkoły. Przede mną wiele nowych wyzwań, nowi nauczyciele, nowa klasa i znajomi.  Wybrałam klasę z profilem humanistycznym - rozszerzona historia, geografia, język polski oraz język angielski. 

Żeby umilić sobie ten rok szkolny, wybrałam się na zakupy oraz poszperałam w internecie w poszukiwaniu oryginalnych, szkolnych gadżetów. Dawno tego nie robiłam, mogłoby się wydawać, że liceum to już ''eee jestem za stara na takie rzeczy''. A nawet nie wiecie ile radości sprawiło mi kupowanie tych wszystkich szkolnych produktów. 

Uwielbiam wszelkie naklejki, markery oraz kolorowe długopisy, które ułatwiają mi naukę oraz wszelką organizację. W moim plecaku znajdzie się wiele takich rzeczy, a każda z nich jest bardzo wyjątkowa i przeurocza. 

Część rzeczy kupiłam w supermarketach, a inne zamówiłam przez internet ( na końcu posta napiszę Wam gdzie kupiłam daną rzecz).

Chciałabym, żeby nauka sprawiała mi chodź trochę przyjemności i mam wrażenie, że korzystając z tych wszystkich  akcesoriów  zdecydowanie łatwiej będzie mi przyswoić wiedzę z dowolnego przedmiotu. Organizacja jest dla mnie bardzo ważna, szczególnie jeśli chodzi o przygotowanie do kartkówek czy sprawdzianów. Wszystko zapisuje w notesie, a dodatkowo na karteczkach samoprzylepnych. Poza tym doskonale wiecie, że lubię się wyróżniać, a te gadżety na pewno będą przykuwać uwagę.

W tym roku chciałabym też bardziej zaangażować się w robienie sobie drugiego śniadania ( mam nadzieję, że druga już kupiona śniadaniówka mnie zmotywuje haha). Najbardziej jestem nastawiona na sałatki, kolorowe kanapeczki i dużo owoców/warzyw. Pokombinuje z czymś szybkim i łatwym do zrobienia rano i oczywiście podzielę się z Wami moimi pomysłami.

Oprócz tego czeka mnie duże wyzwanie w postaci MEGA organizacji jeśli chodzi o każdy tzw. roboczy dzień ( i nie tylko). Oprócz szkoły, planuję również kontynuację nauki języka angielskiego, dawanie z tego samego języka korepetycji, pracę oraz zajęcia taneczne ( między to wszystko muszę znaleźć jeszcze czas na rodzinę, przyjaciół, chłopaka i czas wolny dla siebie). Myślę, że dobrym pomysłem będzie stworzenie czegoś w rodzaju grafiku, ale wszystko wyjdzie w praniu, po tym jak zobaczę swój aktualny plan lekcji.

W gadżetach szkolnych nie można pominąć kosmetyków! W moim plecaku zawsze są mokre chusteczki, dezodorant, żel antybakteryjny do dłoni, kobiece akcesoria, szczotka, krem do rąk, puder matujący oraz balsam do ust. Wszystkie te rzeczy trzymam w osobnej kieszonce, w kosmetyczce. 

Mój plecak składa się z trzech kieszeni: w pierwszej największej trzymam książki oraz piórnik, w środkowej śniadanie, a w najmniejszej kosmetyki. W ten sposób jest mi wszystko łatwiej i szybciej znaleźć. 

Wydaję mi się, że to wszystko z tych organizacyjnych spraw. Zapraszam teraz do podziwiania moich zakupów!:)  Mam nadzieję, że się zainspirujecie.












zestaw Powerpuff Girls kula do kąpieli, balsam do ust i dezodorant - Biedronka

zestaw Clean Up ołówek, gumka i samoprzylepne karteczki - pamiątka z Włoch

temperówka krab i gumki do ścierania ( słodycze + fast foody), karteczki homework itd. - Tiger

zeszyt princess, teczka princess, korektor i kolorowe długopisy żelowe, plan lekcji - Tesco

wszystkie gadżety z Atomówkami - Smyk

długopisy króliczki - House

gumka Świnka Peppa - Biedronka

zeszyty, piórniki, długopis, flamaster, karteczki - FESSWYBITNIE.COM



UWAGA

we wrześniu planuję kolejne zamówienie z FESSWYBITNIE.COM wszystkie chętne osoby, które chciałaby się dołączyć do zamówienia ( tylko Łódź) zapraszam na priv:)


snap xxpatoraxx

insta  _patorka

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Marta Kuba - dziewczyna z charakterem


Marta Kuba, 18, self taught makeup freak

Instagram Marty  https://www.instagram.com/martaxkuba/

Blog Marty http://martakubamakeup.blogspot.com/


Uwielbiam poznawać osoby, które są ciekawe i mają jakąś pasję. Dzisiaj przygotowałam dla Was wywiad z mega utalentowaną i interesującą, dziewczyną imieniem Marta...

1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z makijażem?

Trafiłam na filmiki  Red Lipstick Monster i zaczęłam się bardziej w to zagłębiać. Z czasem odnajdywałam nowe, ciekawe kanały dotyczące makijażu.

2. Czy masz jakiegoś makijażowego guru?

Ciężko wybrać jedną osobę spośród tylu utalentowanych wizażystów. Na pewno moimi ulubionymi są Patrick Star, Nikkie i Manny Mua.

3. Co najbardziej lubisz w makijażu?

Makijaż oka zdecydowanie.

4. Twój ulubiony makijażowy trik?

Nakładanie pudru gąbeczką od podkładu.

5. Ulubiony kosmetyk i dlaczego?

Korektor Pro Longwear z MACa, ponieważ zakrywa wszystkie zasinienia i niedoskonałości, nie wyglądając przy tym jak ciacho.

6. Wolisz siebie z makijażem czy bez?

Makijaż traktuje tylko jako dodatek.  Każdy powinien najpierw zaakceptować siebie samego, niż próbować ukrywać się pod warstwami fluidu. Dla mnie makijaż jest zabawą. Lubię to robić, ale nie ukrywam, że są dni kiedy chodzę bez grama tapety i czuję się z tym dobrze.

7. Twój ulubiony makijaż?

Szczerze, nie mam jednego ulubionego. Podstawą jest mocne, kolorowe oko i ciemne usta. 

8. Rzecz, której nie rozumiesz w makijażu i uważasz ją za bezsensowną?

Wszystkie triki instagramowe  między innymi konturowanie twarzy za pomocą narzędzi kuchennych.

9. Najgorsza makijażowa ''wtopa'' według Ciebie to...?

Źle pomalowane brwi.

10. Jak nauczyłaś się malować? Jak nauczyłaś się malować inne osoby?

Dużo czytałam na ten temat, starałam się poszerzać wiedzę. Oczywiście praktyka i jeszcze raz praktyka. Człowiek cały czas się uczy, a ja dopiero jestem na samym początku mojej makijażowej przygody.

11. Ile mniej więcej zajmuje Ci zrobienie mocnego makijażu?

Godzina max.


12. Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w makijażu?

Równe malowanie ust.

13. Gdzie najczęściej kupujesz kosmetyki?

Z reguły są to sklepy internetowe, ale do Sephory też lubię chodzić.

14. Jaki kosmetyk masz zawsze w torebce?

Klej do rzęs i pomadkę.

15. Kosmetyk bez którego nie możesz żyć?

Rozświetlacz zdecydowanie.

16. Masz trzy minuty na zrobienie makijażu. Czego użyjesz?

Będąc szczera z czystego lenistwa wyszłabym bez, haha. Ale jeśli chodzi o takie podstawowe kosmetyki to na pewno korektor, puder, kredka do brwi i tusz.

17. Najlepszy kosmetyk, must have?

Korektor  MAC PRO Longwear.

18. Najczęściej popełniany błąd w makijażu?

Jeżeli chodzi u mnie, to często przez pośpiech brak symetrii. U innych najbardziej mi się rzucają źle podkreślone brwi i nierozblendowane cienie.

19. Który makijaż według Ciebie wyszedł Ci najlepiej?





20. Rada dla dziewczyn, dotycząca makijażu.

Makijaż to zabawa. Nie można się zrażać, że raz coś nie wyjdzie. Trzeba ćwiczyć dopóki się nie osiągnie sukcesu. Każdy popełniał błędy. 




Miałam przyjemność być malowana przez Martę, tutaj macie kilka fotek:






Jeśli chcesz być na bieżąco, koniecznie zaobserwuj mnie na Instagramie:


https://www.instagram.com/patorka_/


i dodaj na snapie xxpatoraxx

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

TOP 10 FACE MASKS

Tak jak wspominałam w poprzednim poście, przygotowałam i przetestowałam dla Was ponad dziesięć różnych maseczek. Od tych tańszych do droższych. Polskich i koreańskich. Spośród tych kilkunastu wybrałam top 10 według mnie najlepszych i najciekawszych.

Każdą maseczkę oceniałam pod względem:

- ceny
- wyglądu ( opakowanie, pomysłowość, oryginalność etc)
 - konsystencji
- całej ''operacji'' nakładania, czekania i zmywania maseczki
- efektów po

Ranking zaczniemy od najsłabszej według mnie maseczki i powoli będziemy się kierować ku trzem najlepszym...


10

Bielenda mattbooster jelly mask 

Pierwsze co nie spodobało mi się w tej maseczce to konsystencja. Zwykła, żelowa, żadna nowość ( mimo, że notka na saszetce obiecuje koreańską galaretkę). Duży plus za owocowy, cytrusowy zapach i ładny kolor. Maseczkę nakładało się łatwo, od razu czułam jak przyjemnie chłodzi i odświeża. Niestety samo czekanie na wyschnięcie trwało strasznie długo, a efekt świeżości powoli zamieniał się w wysuszanie i napinanie skóry. Najgorsze było zmywanie... trwało chyba 20 minut. Maseczka ciężko schodzi, pod wpływem wody właściwie się nie rozpuszcza. Zmarnowałam strasznie dużo czasu na pozbycie się resztek, a efekt był... kiepski, ale nie najgorszy. Moja cera miała wyrównany koloryt i wyglądała bardzo świeżo, ale minusem było to, że maseczka strasznie wysuszyła mi skórę. Wydaje mi się, że zdecydowanie lepiej nadaje się do naprawdę tłustej i problematycznej cery, dlatego mimo wszystko dostała miejsce 10.  Cena koło 2,50 zł

9

Bielenda hydrobooster jelly mask

Zdecydowanie lepiej poradziła sobie maseczka z tej samej serii tyle, że nawilżająca. Piękny zapach i równie piękny różowy kolor ( który uwielbiam). Niestety tutaj znowu minusy za konsystencje, czekanie i STRASZNIE ciężkie zmywanie. Natomiast efekty po były bardzo zadowalające. Maseczka zmniejszyła zaczerwienienia po trądziku, nadała mojej buzi ładnego koloru, odświeżyła i rzeczywiście bardzo dobrze nawilżyła. Cena koło 2,50 zł

8

PILATEN  black head pore strip

Ta czarna maska na którą polowałam bardzo długo, niestety trochę mnie zawiodła. Pierwszy raz stacjonarnie zobaczyłam ją w Douglasie ( niestety pani ekspedientka nie miała próbek, saszetek nic, ale z chęcią wciskała mi całą tubkę) , a kolejnym razem już w małych saszetkach w Tesco. 
Jak na maseczkę peel off była bardzo rzadka i wyjątkowo czarna. Wiem, że może brzmi to absurdalnie, ale w momencie kiedy skapnęła mi na umywalkę i ręcznik była wręcz nie do zmycia. 
Trzeba ją było nakładać bardzo szybko i grubo, bo po chwili robiła się strasznie gęsta. Samo czekanie na wyschnięcie jest przyjemne, maseczka ma delikatny zapach. Łatwo się ściąga, nie pozostawia śladów. Efekty? Spodziewałam się, że na ściągniętej maseczce znajdę wyciągnięte wągry, ale niestety wszystkie były tak jak wcześniej na swoich miejscach. Mimo to pory zmniejszone, a cera oczyszczona. I co ( chyba) dziwne...rozjaśniona. Maska dała efekty, których kompletnie się nie spodziewałam, a oczekiwałam usunięcia tych okropnych wągrów. Niestety.. na mnie zdecydowanie nie podziałało. Zaznaczę jeszcze, że specjalnie zrobiłam PRZED nałożeniem maski parówkę. Jeśli ktoś z Was testował tę maskę i się u Was sprawdziła to piszcie w komentarzach w jaki sposób ją nakładaliście. Cena koło 3 zł


7

Tony Moly Pudding Pudding Jelly Mask Sheet ( Grape)


Najdroższa, jednorazowa maseczka w płachcie jaką miałam w rękach. Zawsze zastanawia mnie czy droższe znaczy lepsze i tu kolejny raz przekonałam się, że niekoniecznie. Duży plus za to, że od razu po otwarciu poczułam piękny, winogronowy zapach. Wyjmując płachtę z opakowania, poczułam, że w środku znajduje się długo wyczekiwana przeze mnie PRAWDZIWA galaretka ( którą potem można wykorzystać jako kolejną maskę, bądź krem na dzień/noc). Nałożenie i czekanie jest baaaaaaardzo przyjemne. Maseczka chłodzi, nawilża i wydziela tak piękny zapach, że siedziałam z nią na twarzy chyba ponad godzinę. Przedstawiłam ją w samych pozytywach więc dlaczego 7 miejsce? Więc... efektów brak. Dosłownie. Nie zauważyłam, żeby zmieniło się cokolwiek od jej zdjęcia, po całej nocy i po tygodniu. Wiem, że na opakowaniu obiecują brak zmarszczek ( których nie mam), ale też nawilżenie, wyrównanie kolorytu, odświeżenie, rozjaśnienie i poradzenie sobie ze wszelkimi problemami skórnymi. Nawilżyć może i nawilżyło, ale mimo wszystko spodziewałam się o wiele większych efektów za taką cenę, gdyż maska kosztuje... niecałe 30 zł. A przypominam, że jest jednorazowa:)


6

skin 7/9 tygrysek

5

skin 7/9 panda

4

all that aloe


Wszystko na jednym zdjęciu dlatego zaczniemy oczywiście od miejsca 6 i tygryska. Ogromny plus za pomysł i oryginalność. Idealny patent na piżama party z dziewczynami, szybką pielęgnacje np. podczas lotu samolotem albo po prostu jako prezent. Oczywiście chodzi o to, że po nałożeniu maseczki stajemy się na niecałe 20 minut tygryskiem:)  Czekanie jest bardzo przyjemne - maseczka chłodzi i odświeża.  Efekty widoczne od razu po zdjęciu, utrzymują się całkiem długo.  Cena koło 12 zł


Miejsce 5 to maseczka mocno wybielająca z tej samej serii - panda. Cena taka sama jak tygryska ( dostępna jest jeszcze małpka, której niestety nie miałam okazji przetestować). Oczywiście tutaj znowu na 20 minut zamieniamy się w urocze zwierzątko i możemy do woli robić sobie selfie, nie martwiąc się o to, że wyglądamy niekorzystnie. Ładny zapach, fajne opakowanie. Efekty? Jak najbardziej. Szczerze mówiąc obydwie maseczki mogłyby się znaleźć odrobinkę wyżej w naszym rankingu, natomiast tutaj chodzi mi też o cenę. Maseczki powinno się robić regularnie, a jednak jest różnica między 2 zł, a 12 zł kilka razy w miesiącu.

Najlepsza według mnie z tych trzech to all that aloe. Zrobiłam ją podczas wakacji na Majorce i efekt utrzymał się uwaga... calutki tydzień. Cudownie nawilżyła, odświeżyła, rozjaśniła i zlikwidowała wszelkie niedoskonałości. Może nie miała takiego uroczego opakowania i wyglądu jak jej poprzedniczki, ale efekty były zdecydowanie lepsze i bardziej widoczne. Bardzo, ale to bardzo polecam tę maseczkę ponieważ jeśli chodzi o maseczki do samej jako tako twarzy to w sumie zajęła ona drugie miejsce:) Cena chyba taka sama jak poprzednich czyli koło 12 zł


3 i 2

 SEPHORA ( honey eye mask) ( rose lip mask)

Uwielbiam Sephore i uwielbiam maseczki, które robi. Z tej serii miałam okazję użyć również maski do twarzy z zieloną herbatą ( nie mam zdjęcia, ale myślę, że każdy będzie wiedział o co chodzi), a tym razem wypróbowałam maseczkę pod oczy oraz usta. Duży plus za to, że można je wykonać równocześnie np. przed wyjściem na miasto/imprezę/randkę. Są w miarę tanie ( obydwie koło 10 zł), mają trwałe, kolorowe opakowania, które przyciągają wzrok i naprawdę super zapachy. Wszystkie efekty, które obiecuje notka z tyłu są, są i jeszcze raz są.  Dodatkowy plus jest za ogromny wybór pomiędzy kolorami, zapachami i efektami ( do wyboru jeszcze maski do dłoni oraz stóp, które również chętnie przetestuje). Będąc w Sephorze koniecznie kup!

ps zielone jabłuszko widoczne na zdjęciu to peeling enzymatyczny appletox mojej ulubionej marki Tony Moly. jeśli chcesz recenzje - pisz w komentarzu




MIEJSCE 1 

Tony Moly Panda's Dream White Sleeping Mask


Najlepsza, niezawodna i moja ulubiona. Maseczka, o której mowa to ta piękna granatowa panda na górze po lewo. Nakłada się ją na noc, tuż przed snem, a rano budzisz się piękna, świeża i z dosłownie idealną cerą. Niech nie przeraża Was cena ( koło 50/60 zł), za malutki słoiczek, który mi wystarczył na... około 7 miesięcy. Czyli bardzo dużo:) Naprawdę warto wydać tyle pieniędzy, otrzymując takie efekty i tak piękne opakowanie. Koreańskie kosmetyki to jedna z moich największych miłości i jak widać na zdjęciu bardzo je lubię. Jeśli jesteście zainteresowani recenzją WSZYSTKICH kosmetyków z tej serii w osobnym poście to oczywiście piszcie!



Bądźcie na bieżąco:

instagram   patorka_

snap   xxpatoraxx

facebook  zuzanna patora


PS przypominam, że mam jeszcze do rozdania hasła rabatowe na zakupy do Forest Fairy! 
o tych wspaniałych, naturalnych kosmetykach pisałam w poprzednim poście, jeśli nie czytałeś koniecznie zajrzyj!




piątek, 11 sierpnia 2017

FOREST FAIRY - naturalne kosmetyki dla każdego


http://forfairy.com/index.php?route=common/home



Tak jak wspominałam w poprzednim poście mam dla Was ogromną niespodziankę!
Recenzję naturalnych kosmetyków, rabaty oraz wspólne zakupy.

O czym mowa? Forest Fairy to ręcznie robione, naturalne kosmetyki. W ofercie dostępne są produkty do twarzy, włosów, ciała, dla dzieci, mężczyzn... a nawet środki czystości! Na stronie firmy znajdziemy różnorodne warianty, dopasowane do każdego rodzaju cery oraz skóry. Niezależnie od tego czy Twoja skóra jest normalna czy bardzo wrażliwa, z pewnością znajdziesz coś dla siebie. 

W moje ręce trafiły cztery kosmetyki: goździkowy krem do twarzy, kula do kąpieli oraz dwa różne ''kremy'' do mycia ciała. Sprawdziłam, przetestowałam... i jestem zachwycona!

Zazwyczaj kupując zapachowe kosmetyki wybieram mocne, owocowe bądź kwiatowe zapachy. Ma być słodko i kolorowo. Ziołowe/naturalne kosmetyki nigdy mnie nie pociągały ze względu na dosyć nieciekawe zapachy oraz opakowania przypominające te, w których pakowane są leki...

W tym przypadku było zupełnie inaczej. W torebce znalazłam krem do twarzy, w ładnym, poręcznym opakowaniu z pompką oraz uroczo zapakowaną, kolorową kulę do kąpieli. W dwóch małych pojemniczkach znalazłam intensywnie pachnące produkty do mycia ciała.



Swój test zaczęłam od goździkowego kremu do twarzy. Po pierwsze spodobało mi się to, że pompka wyciska idealną ilość kosmetyku, więc nigdy nie jest go za mało czy za dużo. Po drugie krem ma dosyć intensywny, na swój sposób ciekawy, świąteczno-korzenny zapach. Zdecydowanie czuć goździki i naturę! Produkt doskonale nawilża moją cerę i likwiduje wszelkie zmiany trądzikowe. Łagodzi podrażnienia. Zazwyczaj nakładam go na noc ze względu na to, że jest lekko tłustawy i potrzebuje troszeczkę więcej czasu na wchłonięcie. Nałożenie go tuż przed snem sprawia, że rano budzę się z nawilżoną, śliczną buzią! 




Mój kolejny test polegał na przygotowaniu sobie relaksującej kąpieli. Jeśli nalewam wody do wanny, zawsze, ale to zawsze wsypuje/wrzucam bądź wlewam coś do niej. Tym razem była to kula do kąpieli ''owocowy sad'', która skradła moje serce. Po otwarciu poczułam piękny, owocowy zapach. Kulka wyglądała dosłownie jak gałka świeżego sorbetu. Po wrzuceniu do wody, powolutku się rozpuściła uwalniając kolejne zapachy i owocowe nuty. Poczułam się jakbym kąpała się w świeżo wyciśniętych, leśnych owocach. Coś wspaniałego!





Gdy test kuli przebiegł pomyślnie, zabrałam się za kremy do kąpieli. Otwieram pojemniczek... i nagle czuję mnóstwo, mieszających się ze sobą, pięknych zapachów. Na początku nie byłam wstanie stwierdzić jaki zapach ma dany produkt, gdyż za każdym razem czułam zupełnie inną nutę. Zauważyłam, że kremy miały w sobie drobinki, które po nałożeniu na ciało radziły sobie świetnie jako delikatny peeling. Bardzo dobrze i delikatnie oczyściły moje ciało, pozostawiając na skórze lekki, świeży zapach.





Jak widzicie na zdjęciach wszystko kręci się wokół świeżych ziół, kwiatów oraz owoców. Mój widok z balkonu zainspirował mnie i idealnie oddał to co czuję podczas używania kosmetyków marki Forest Fairy. Sama firma gwarantuje bezpieczeństwo, gwarancje wysokiej jakości oraz korzyść dla środowiska. Kosmetyki zawierają receptury tworzone pokoleniami, a osoby, które je wykonują wkładają w nie całe serce, aby każdy produkt był wyjątkowy i niepowtarzalny.


Na zdjęciu możecie zobaczyć wizytówkę na której znajdziecie link do strony oraz e-mail do właścicielki i założycielki tej wyjątkowej firmy.

http://forfairy.com/index.php?route=common/home

Jeśli lubicie oryginalne, jedyne w swoim rodzaju, pięknie pachnące kosmetyki to Forest Fairy spełni wszystkie wasze życzenia i potrzeby! Kosmetyki nie zawierają parabenów, sztucznych konserwantów, aromatów, barwników oraz substancji potencjalnie rakotwórczych. Kupując naturalne kosmetyki dbamy nie tylko o siebie, ale też o środowisko.

Produkty świetnie nadadzą się również na prezent dla bliskiej osoby ( szczególnie zestaw do kąpieli składający się na przykład ze wcześniej wspomnianej kuli oraz kremów). 

***

Była recenzja teraz czas na rabaty!

Jeśli zachęciłam Cię i zainteresowałam kupnem produktów marki Forest Fairy to po pierwsze zapraszam Cię, żebyś weszła/wszedł na jej stronę:

http://forfairy.com/index.php?route=common/home

załóż konto i zacznij przeglądać ofertę

Wybierz swoje kosmetyki, ich kolor oraz ulubiony zapach. Przy każdym produkcie znajdziesz dokładny opis, który ułatwi Ci wybór. 

Jeśli już zdecydujesz się na zakup napisz do mnie! Do rozdania mam dosłownie KILKA haseł do zniżki. Warto z niej korzystać, szczególnie jeśli robisz tutaj zakupy pierwszy raz.

Aby ułatwić Ci zakupy na moim Snapchacie (xxpatoraxx) pojawią się filmiki na temat tego jak założyć konto, zrobić zakupy i wpisać ewentualne hasło do zniżki ( kto pierwszy ten lepszy ;) )

Filmików możecie się spodziewać już dzisiaj w nocy!

Jeśli masz jakiekolwiek pytania, chciałbyś wyrazić swoją opinię albo napisać po prostu kilka słów to zapraszam do pisania tego wszystkiego w komentarzach!

http://forfairy.com/index.php?route=common/home

Wchodźcie na stronę, wybierzcie sobie coś fajnego i widzimy się na Snapie!



RudaOptymistkaa





sobota, 5 sierpnia 2017

Jak wyleczyć trądzik?

Problem trądziku dotyka praktycznie każdego dojrzewającego młodego człowieka ( w mniejszym lub większym stopniu). Mogą to być pojedyncze, małe krostki, duże wypukłe, pryszcze, bądź problem w postaci najokropniejszych na świecie wągrów. Ten post w całości będzie poświęcony walce z trądzikiem oraz ogólną pielęgnacją cery. Krok po kroku opiszę wam moją ''przygodę'' z trądzikiem, wszystkie rzeczy, które stosowałam/stosuję i czym na co dzień dbam o swoją buzię. 

Taki mocny trądzik dostałam około półtora roku temu. Wcześniej były to pojedyncze krostki, ale wtedy wysypało mi dosłownie całą buzię. Najprawdopodobniej było to spowodowane używaniem oleju do mycia twarzy ( zapchałam sobie pory), złą dietą i stresem. Mówiąc zła dieta mam na myśli spożywanie cukru, napojów gazowanych i wszystkiego co tłuste i pyszne w ogromnych ilościach. 

Na początku stosowałam jakieś ''zwykłe'' kosmetyki na trądzik - żele, kremy i toniki. Nie przywiązywałam uwagi do składu, jakości etc. Było napisane na trądzik to brałam.

Dopiero gdy krosty zrobiły się bardzo bolesne i wypukłe, stwierdziłam, że naprawdę pora się za nie wziąć. Kompletnie nie wiedziałam jak się za to zabrać. Perspektywa chodzenia do dermatologa i wydawania ogromnych sum pieniędzy na maści i antybiotyki kompletnie mi nie odpowiadała. Bałam się skutków ubocznych.

Zrezygnowana starałam się trądzik po prostu ukryć albo odwrócić od niego uwagę bardzo mocnym makijażem ust bądź oczu. Niestety problem nie zniknął...

Na pomoc przyszła mi moja najukochańsza babcia, która pocztą pantoflową dowiedziała się o leku na trądzik pod nazwą Benzacne. Może niektórych z Was rozczarowałam już na starcie ( podobno ta maść jest bardzo popularna wśród nastolatków), ale nie lękajcie się - niżej znajdziecie jeszcze od groma kosmetyków i sposobów na pozbycie się tego okropieństwa. Wracając... z tego co wiem lek ten dostępny jest w dwóch możliwościach 50mg/g żel oraz 100 mg/g żel ( który mam ja). Jak łatwo się domyśleć powinno się zacząć od dawki mniejszej, ale ja jak zwykle nie zwróciłam na to uwagi. Nie mniej jednak maść ta bardzo mi pomogła ( maść, żel, krem, lek whatever. wygląda trochę jak pasta do zębów). 


Jeśli będziecie mieli zamiar używać tego leku to muszę Was ''ostrzec''. Pomimo świetnych efektów PO, miałam tragiczne efekty PRZED. Po pierwsze po kilku dniach na mojej twarzy ( wokół każdego pryszcza) pojawiała się plama suchej, zrogowaciałej skóry. Twarz mnie piekła, swędziała i była strasznie napięta. Tydzień później sypały się ze mnie ''wiórki kokosowe'' i nie dało się tego przykryć, dosłownie niczym. Możliwe, że było to spowodowane tym, iż od dziecka choruję na AZS.  ps takie efekty po nałożeniu leku miałam TYLKO  za pierwszym razem. Lek nakładałam punktowo, a przynajmniej się starałam, gdyż tak jak mówiłam wysypało mi całą twarz. Po drugie na moich ręcznikach, poduszce, pościeli, piżamie etc ( jeśli doszło do kontaktu z maścią) pojawiły się odbarwienia. Nie piszę tego, żeby Was zniechęcić ( więc przeciwnie), ale jak mówi znane przysłowie, powiedzonko tudzież cytat - chcesz być piękna, musisz cierpieć.

Po około miesiącu, kiedy moja skóra twarzy całościowo się złuszczyła... M A G I A. Wszystko zniknęło. Nie miałam nawet jednej krostki, pryszcza nic. Wypaliło mi całą twarz do zera. Była gładka, czysta i lśniąca. Coś pięknego.

Od tego czasu poświęcam pielęgnacji twarzy o wiele więcej czasu. Zwracam ogromną uwagę na to co kupuje i jak i kiedy tego używam.


Teraz krok po kroku opiszę wam jak dbam o cerę przez cały dzień...

START



RANO

Od razu po przebudzeniu zawszę lecę do łazienki pod prysznic. Zaczynam oczywiście od umycia twarzy. Polecę wam trzy produkty, których ostatnio używałam ( do Ziaji kilka razy już wracałam, kupowałam w zestawie). Dodatkowo zdarza mi się czasami do umycia twarzy skorzystać z takiej oto szczoteczki:




1. ZIAJA

Ogromny plus za opakowanie z pompką. Żel, lekko się pieni. Delikatny zapach, dokładnie odkaża, oczyszcza i matuje skórę. Idealny dla alergików/ osób z wrażliwą cerą.

Cały ten zestaw ogromnie polecam, jest tutaj tonik, żel oraz krem. Bardzo mi pomógł w walce z trądzikiem i idealnie nadaje się na ''start'' jeśli chodzi o pielęgnacje. 



(zdjęcie z grafika Google)

2. ORIFLAME OPTIMALS

Gęsty żel z kapsułkami o świeżym zapachu, przyjemnie oczyszcza skórę. Jest delikatny, pozostawia uczucie świeżości.



3. ORIFLAME PURE SKIN

Piękny, energetyzujący zapach mandarynek. Super oczyszcza, nawilża i nadaje skórze lekko brzoskwinkowy odcień. 





Następnie oczyszczam całą twarz wacikiem nasączonym tonikiem Ziaja Med. Bardzo dobrze odkaża i przygotowuje cerę na nałożenie kremu.






Teraz nakładam pod oczy chłodzący stick Tony Moly. Jestem w tym kosmetyku totalnie zakochana ( zresztą jak we wszystkich koreańskich cudeńkach) , kupiłam już nawet drugie opakowanie. Cudownie chłodzi, likwiduje cienie, wory i opuchnięcia. Śliczny, delikatny zapach i oczywiście mega urocze opakowanie. Must have!


Kiedy stick pod oczy się wchłonie nakładam na twarz krem/żel. Miałam szczęście gdyż był on do kupienia w zestawie ze stickiem powyżej, dzięki czemu super się uzupełniają. Fajna konsystencja, super zapach. Znowu piękne opakowanie pandy. Same naturalne składniki i natychmiastowe efekty! Skóra jest nawilżona, świeża i lekko zmatowiona ( idealna baza pod makijaż).



Drugi krem to moje odkrycie i... niespodzianka dla Was! Naturalny krem goździkowy to mój najnowszy kosmetyk, o którym napiszę w kolejnym poście. Zdradzę Wam jeszcze tylko, że będę miała dla was prezent i zaproszę Was do wspólnych zakupów! Bądźcie na bieżąco, żeby nie przepuścić tej okazji ( wbijajcie na snapa xxpatoraxx gdzie będę mówiła o tym kremie i wielu innych produktach już niedługo).



Teraz oczywiście wykonuje makijaż ( lekki lub mocny w zależności od pogody i okoliczności). O tym napiszę osobny post, ale Was proszę o napisanie w komentarzach o jakim makijażu chcielibyście poczytać:)



WIECZOREM 

Zimą, jesienią i wiosną zmywam makijaż mleczkiem bądź specjalnym płynem do demakijażu. Ale ze względu na to, że teraz jest lato i maluje się właściwie bardzo delikatnie wystarczy mi do zmycia żel Rival de Loop, którego używam do zmycia TYLKO oczu, brwi i ust. 




Następnie myję twarz jednym z żeli, które widzieliście powyżej. 

Raz w tygodniu robię sobie maseczkę - zwykłą, ze słoiczka, bądź w płachcie. Specjalnie dla Was zrobiłam test kilku ciekawych maseczek i niedługo będziecie mogli dowiedzieć się o top 10 najlepszych!

Teraz spryskuję twarz tonikiem Ziaja, który świetnie schładza, uspokaja i nawilża twarz.
Następnie ( w zależności od tego w jakim stanie jest moja cera) nakładam Benzacne bądź, goździkowy krem. Brwi i rzęsy smaruje olejkiem rycynowym, a usta nawilżam jednym z moich balsamów EOS. 



WALKA Z TRĄDZIKIEM

1. Używaj kremów/podkładów z filtrem

w zależności od odcienia Twojej skóry, w każdej porze roku



2. Nie wysuszaj!

Unikaj kosmetyków silnie matujących, z alkoholem, wysuszających. Skóra ma być odpowiednio nawilżona, a nie umierać z pragnienia.


3. Magiczny nagietek

Herbatka, parówka, bądź tonik. Ty wybierasz. Ważne, żeby w składzie był właśnie ten kwiatek. 


4. Unikaj makijażu

Wiem, wiem... sama maluje się praktycznie codziennie. Ale jeśli jestem za granicą, na działce, idę na basen, siłownię, tańce... nie nakładam nic, a nic. Róbmy sobie chociaż tygodniową przerwę od makijażu, żeby skóra mogła pooddychać. Naprawdę pomaga! 


5. Pij dużo wody

Pomoże nie tylko na trądzik:)


6. Uwaga słodycze

Staraj się nie jeść czekolady, wszelkich słodyczy, chipsów, sera żółtego oraz fast foodów. Wiadomo ja też mam często na to ochotę i oczywiście, że jem te rzeczy. Ale jeśli widzę, że moja cera zaczyna wariować, odstawiam je na bok.


7. Nie wyciskaj!


Było mi ciężko się od tego odzwyczaić, ale efekty naprawdę są. Staram się w ogóle nawet mojej buzi w ciągu dnia nie dotykać. Tak samo podczas rozmowy przez telefon... albo nie dotykam do policzka albo rozmawiam na tzw. zapiekankę.


8. Peeling

Raz w tygodniu potraktuj swoją cerę peelingiem ( dla trądzikowej lepszy będzie enzymatyczny). Oczywiście peelingi mechaniczne też są mile widziane, ale polecam wykonywać je  raczej raz na dwa tygodnie. 



9. Witamina B Complex

Pomaga na cerę, paznokcie i włosy.


10. Zajrzyj do kuchni

Peeling bądź maseczka z produktów spożywczych to niebo dla cery. Wszelkie przepisy znajdziecie u wujka Google, ale ja polecę wam najprostszy jaki znam, czyli ubite białko jajka . 



Mam nadzieję, że spośród tych 10 rad znaleźliście coś dla siebie. Oczywiście sposobów na trądzik jest o wiele więcej, ale ja podałam Wam tylko swoje, sprawdzone sposoby i kosmetyki. To Ty decydujesz co kupisz, czego i jak użyjesz. Na rynku dostępnych jest od groma kosmetyków i leków. Możesz też smarować twarz czystymi witaminami, stosować maść cebulową i dezynfekować ją wodą utlenioną ( sposoby mojej serdecznej przyjaciółki Julii, którą oczywiście pozdrawiam). 


Jeśli masz do mnie jakieś pytania pisz na Facebooku: 

https://www.facebook.com/zuzanna.patora




Dzięki za uwagę i oczywiście proszę o Twoją opinię w komentarzu!


RudaOptymistkaa